Coś słabo z kondycją :(
Huraganowe powiewy i szczęśliwy pysk psa.
A tak trochę nostalgicznie...
Każdy ma w swoim życiu takie chwile, kiedy nachodzi go smętna nuta.I tak chyba dziś dopadła mnie.Może to zasługa tego,że nieuchronnie i coraz szybciej biegnie nasze życie i czy tego chcemy, czy nie czas pędzi do przodu.A z czasem przybywa nam lat, trosk tylko dusza w człowieku wciąż ta sama.Chciało by się jeszcze góry poprzenosić, zawrócić bieg rzeki.tyle,że siły już się nie przekładają na zamiary.W ostatnim czasie tyle się przecież w moim życiu wydarzyło.Aż sama się dziwię skąd u mnie taka odporność na przeciwności.Chyba to jest tak,że czym więcej nieprzyjemnych sytuacji w życiu , tym większa nasza odporność.Teraz mam taki przyjemny okres wyciszenia i spokoju.Może to moje magiczne miejsce tak na mnie działa? Kto wie?I jeszcze Mazury.Tam też jestem taka spokojna.Uwielbiam ciche wieczory nad jeziorem.Tu gdzie mieszkam jest w okolicy dużo jezior.Już się nie mogę doczekać ciepłych dni na wyprawy w nieznane.A tymczasem tu i teraz- i to też masz ogromne znaczenie.Bo takich super długich wakacji w otoczeniu czystej przyrody po mazurskim niebem- długo mieć nie będę.Raz,że finanse na to nie pozwolą(chałupka pożera wszystkie dodatkowe pieniążki) a po drugie, czego szukać jak prawie tuż za ścianą las i woda?A ten mój dzisiejszy nastrój to skutek również przeczytanej ostatnio książki Katarzyny Enerlich " Prowincja pełna gwiazd".To tam przeczytałam,że nie wystarczy mieć, być, trzeba jeszcze bardzo, bardzo chcieć.I dotyczy to wszystkich sfer życia.A uczuć w szczególności.Może zatem dlatego to moje nieudane, poprzednie małżeństwo- że za mało było nas dla siebie samych, a za dużo życia obok.Dla dzieci, dla pracy i wielu innych jeszcze rzeczy.Mnie się udało a mężczyźnie , który był przez długi czas ważny dla mnie- nie.Stąd ucieczka w alkohol i w końcu śmiertelna choroba.I może dlatego we mnie nie było już takiego żalu za tym co było.Ale teraz wiem,ze los zawsze daje nam druga szansę i tylko od nas zależy czy ją potrafimy wykorzystać.Staram się każdego dnia.I już nie oglądam się za siebie.Nie rozpamiętuję w nieskończoność chwil minionych.Mam obok siebie człowieka, który każdego dnia utwierdza mnie w świadomości,że jestem ważna i potrzebna jak woda i chleb.Nie ma tego złego....
Zmiana dzisiejszych planów spowodowała,że ogarnęła mnie mania przedwiosennych porządków.Z buszowania po targu staroci wyszły nici, bo na dworze od rana deszczowo i mglisto było.Za to mam swoją bufeto -ściankę.Śnieg już prawie stopniał i teraz odkrywa się cała "bida' poziomowa.To co ma być w przyszłości moim wymarzonym ogrodem, wygląda teraz tak
W szale porządkowania odkryłam ogromny kupon materiału w kolorze mlecznej czekolady, który kiedyś tam zakupiłam, a który leżał sobie zapomniany w pudle w szafie.Materiał nadaje się świetnie na sukienki dla krzeseł, które widziałam w Dekorii .Były bardzo drogie i stwierdziłam,ze sama sobie z takimi świetnie poradzę.Od poniedziałku zatem poświęcam się maszynie do szycia.Mam jeszcze do uszycia firanki panelowe i lambrekin do pokoju Kornela.A dziś wygrzebałam na światło dzienne uszytą kiedyś poszewkę na poduszkę.Poszewka powstała z dwóch kawałków materiałów- i wyszło coś w rodzaju patchworku.
W czasie poprzednich starociowych buszowań odkryłam dwa małe świeczniki w kształcie greckich amfor.Są łączone z dwóch rodzajów materiałów: miedzi i kamienia- chyba marmuru, bo są dość ciężkie.Nadają się świetnie do długich, cienkich świeczek.Samodzielnie stoją teraz na telewizorze, bo jeszcze nie mam pomysłu na ich stałe miejsce.Jak przeglądam blogi , to nasuwa mi się jedna myśl,że w naszym kraju jest ogrom bardzo kreatywnych i zdolnych ludzi, którzy właściwie tworzą coś z niczego i na dokładkę wszystko ma artystyczny wyraz.TEZ TAK CHCĘ!Tylko czasu wciąż mało.Może w czasie wakacji odkryję w sobie jakieś ukryte dotąd talenty?Kto wie...
W szale porządkowania odkryłam ogromny kupon materiału w kolorze mlecznej czekolady, który kiedyś tam zakupiłam, a który leżał sobie zapomniany w pudle w szafie.Materiał nadaje się świetnie na sukienki dla krzeseł, które widziałam w Dekorii .Były bardzo drogie i stwierdziłam,ze sama sobie z takimi świetnie poradzę.Od poniedziałku zatem poświęcam się maszynie do szycia.Mam jeszcze do uszycia firanki panelowe i lambrekin do pokoju Kornela.A dziś wygrzebałam na światło dzienne uszytą kiedyś poszewkę na poduszkę.Poszewka powstała z dwóch kawałków materiałów- i wyszło coś w rodzaju patchworku.
W czasie poprzednich starociowych buszowań odkryłam dwa małe świeczniki w kształcie greckich amfor.Są łączone z dwóch rodzajów materiałów: miedzi i kamienia- chyba marmuru, bo są dość ciężkie.Nadają się świetnie do długich, cienkich świeczek.Samodzielnie stoją teraz na telewizorze, bo jeszcze nie mam pomysłu na ich stałe miejsce.Jak przeglądam blogi , to nasuwa mi się jedna myśl,że w naszym kraju jest ogrom bardzo kreatywnych i zdolnych ludzi, którzy właściwie tworzą coś z niczego i na dokładkę wszystko ma artystyczny wyraz.TEZ TAK CHCĘ!Tylko czasu wciąż mało.Może w czasie wakacji odkryję w sobie jakieś ukryte dotąd talenty?Kto wie...
Jeżdżący piątek.
Dziś cały dzień poza domem .Miałam mnóstwo spraw do załatwienia.A szczególnie dał mi się we znaki Urząd Skarbowy.Zawiozłam Zeznanie do odliczenia Vatu z faktur za remont i się nasłuchałam od Jaśnie Pani Urzędniczki o ilości tychże.Matko Polko, Jak takim Paniom jest dobrze.mogą sobie narzekać na petentów do woli a ty człowieku jeszcze bądź uprzejmy, bo inaczej możesz podpaść.Przy okazji różne zakupy porobiliśmy.zachciało mi się bufeto-ścianki między aneksem a pokojem ,żeby powiększyć salonik.kupiliśmy potrzebne płyty i kawałek parapetu na blat na tąże ściankę.nawet się zdziwiłam,ze nie takie drogie.A wczoraj przybył nam nowy lokator siedliska- suka owczarka niemieckiego długowłosego: Saba.Ma 7 miesięcy i poprzedni właściciel sprzedał ją za niezbyt wygórowaną cenę, bo mu goniła i zagryzała kury i kaczki na podwórku.Jest po prostu śliczna.Filemona nie wróciła dziś na noc , bo Saba biegała po podwórku.Chyba się bała :).No cóż, wszędzie rządzi prawo buszu.

I tak się rodzi głupota :)
Pisałam wcześniej,że chyba oszalałam.To chyba na skutek nadchodzącej wiosny.Zachciało NAM się przemeblowania mniejszych pokoi.To znaczy właściwie zamiany.Kornela pokoju z naszą sypialnią.Niestety korekty wymaga malowanie ścian, bo po ogrzewaniu kominkowym trochę się przykurzyło i na przyszły tydzień czeka nas "szurum, burum".A zarzekałam się,ze koniec, finito i nic nie będę ulepszać.I masz babo placek- znaczy się zakasuj rękawy i maluj.Dobrze,ze pomoc jest.Hi, hi- będę dyrygować z wysokości podłogi.Ale sprzątanie PO, mnie nie ominie- NIESTETY!!!A tak jakby a"propos mam w ogrodzie przebiśniegi :).Wiosna idzie na całego.
Oszalałam?
Wybrałam się dzisiaj na giełdę staroci.Właściwie bez celu.Kupiłam trzy ogromne donice z ceramiki w kolorze terakoty z białymi przecierkami.zakup niekontrolowany ale za grosze dosłownie.Za całość tylko 25 zł.Ale to był ostatni raz jak pojechałam tam z Andrzejem.Wkurza mnie gdy chodzi za mną i marudzi-"A po co ci to?", "Gdzie to postawisz" itp.Ale jak on wpada w zachwyt nad jakąś kosiarką do trawy to ja mam ten zachwyt podzielać.NIGDY W ŻYCIU! Chociaż wiem,że kosiarka będzie potrzebna przy tak planowanym dużym trawniku.Ale donice są cudne:).Będą stały na tarasie, którego nota bene jeszcze nie ma, natomiast jest miejsce wytyczone palikami i zasypane gruzem do utwardzenia gdzie ma on być.Więc to ja muszę myśleć co potem , żeby było przyjemnie i ładnie.Ale mam w nosie jego gadanie.Następnym razem pojadę sama.Już widzę miny moich córek na moje prace i zapędy ogrodnicze.Tak się śmiały kiedy sadziłam i siałam coś na balkonie w starym domu.A potem były piski i zachwyty jak już coś rosło.Musze donice wydobyć z bagażnika i neomieszkam jich tutaj zamieścić:).A teraz idę piec ciasto.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


