blogdesignsbydani.blogspot.com/

Tła oraz dodatki na bloga tonabloga.blogspot.com
Tła oraz dodatki na bloga tonabloga.blogspot.com

Radość najpiękniejszych dni...

Coś słabo z kondycją :(

Czasami ustawy państwowe zadziwiają mnie swoją trafnością.Najbardziej podoba mi się ustawa o możliwości wzięcia 2 dni wolnego w roku na tzw. "opiekę nad dzieckiem".Dzięki mojemu 13 letniemu dinozaurowi dziś skorzystałam z tego przywileju.MIAŁAM WOLNE.Teoretycznie, bo tylko nie było mnie w miejscu pracy.Słoneczko pięknie świeciło , więc stwierdziłam,że trzeba wreszcie się wziąć za obcinanie gałęzi w sadzie.Uzbrojona w sekator z zapałem zabrałam się za tężę czynność.No , szło mi nawet nieźle.Prześwietliłam koronki, obcięłam suche badyle i....okazało się,że po powrocie do domu ręce mi po prostu opadły :))).Dosłownie!Jestem chora na brak kondycji!!! Moi panowie musieli się sami zająć płodzeniem obiadku.Coś tam poszeptali, pokombinowali i na stole pojawił się "Pomysł na ...".Nie wiem co to było, bo na pewno nie "socyste udka".Wyglądało jak udka, ale już "Socyste" to one nie były.Dziwili się obaj dlaczego? Skąd? Przecież robili wszystko zgodnie z przepisem.Detektyw w spódnicy po przeprowadzeniu wnikliwego i skutecznego dochodzenia znalazł dowód "niesocystości": woreczek do pieczenia został na blacie kuchennym nietknięty.NO BO PO CO ON KIEDY MOŻNA UPIEC BEZ! Męska logika kuchenna.Koń by się uśmiał.

Huraganowe powiewy i szczęśliwy pysk psa.

No i zrobiło się huraganowo.W nocy słyszałam jak w każdej szparze ścian, wietrzysko wygwizduje upiorne melodie.Przewracałam się z boku na bok, a kiedy już wreszcie moje gałki oczne zaprzestały oczopląsu zrobiła się 5 rano i trzeba było wstać,żeby systematycznie i niestrudzenie powędrować do pracy i takoż samo dręczyć biedne dzieci niezbyt głodne wiedzy.Podrzemałam jeszcze trochę w autobusie ale dopiero 3 kawa postawiła mnie zupełnie do pionu.I to wypita nie tak "całkiem spokojnie".Ale pracować trzeba, bo jak wiadomo bez pracy nie ma kasy, a bez kasy nie ma po prostu NIC!Za to popołudnie było jednym "pasmem przyjemności".Szybki obiad, jeszcze szybsze mycie garów i "odrabianki" bo wszak nieuchronnie zbliża się termin testów kompetencyjnych synusia.A jak jemu się nie przysiądzie na 4 litery i nie czuje bata to się rozleniwia i muszę potem świecić oczami przed własnymi koleżankami- za niego.Kiedy już sobie klapnęłam,żeby odpocząć i w spokoju poczytać babską gazetkę,którą cichaczem przemyciłam do domu (" babskie fanaberie i głupie czytadła się pałętają po domu"- to były słowa cytowane wiadomo kogo), okazało się,że muszę usilnie poszukiwać spodenek kąpielowych synusia, które mu po prostu gdzieś "wcięło". No i dlatego nie było wczoraj wpisu na blogusiu.A dziś : Panowie pojechali do szkoły a ja z powodu rozpoczęcia szczęśliwego dnia z opóźnieniem ( do pracy na późniejszą godzinkę) rozpoczęłam poranne porządki.Kto wie co się dzieje w kuchni po spożyciu porannego posiłku, ten wie o czym piszę w związku z porządkami.Bo kubki po herbatce mogą stać w najdziwniejszych miejscach, np.na parapecie razem z kwiatkami i na komodzie w przedpokoju.No i tak sobie spokojnie sprzątam, pamiętając,że Sabusia jest uwiązana przy budzie mieszkalnej i nagle kątem oka dostrzegam ruch za oknem tarasowym.Patrzę i własnym oczom nie wierzę.Za oknem siedzi Sabusia w całej okazałości.Jęzor różowy jak nie wiem co wisi jej z mordki na szyję, szczerzy zęby w psim uśmiechu i międli ogonem na wszystkie strony.A w oczach te diabelskie błyski, jakby chciała powiedzieć " A co mi zrobisz? Urwałam się i już! Kto to wymyślił,żeby psa wiązać na smyczy?"Jeszcze w drodze do pracy miałam przed oczami ten przeszczęśliwy, psi pysk.A teraz idę prasować.MOJA ULUBIONA Z NAJULUBIEŃSZYCH CZYNNOŚĆ DOMOWA! ;)

A tak trochę nostalgicznie...

Każdy ma w swoim życiu takie chwile, kiedy nachodzi go smętna nuta.I tak chyba dziś dopadła mnie.Może to zasługa tego,że nieuchronnie i coraz szybciej biegnie nasze życie i czy tego chcemy, czy nie czas pędzi do przodu.A z czasem przybywa nam lat, trosk tylko dusza w człowieku wciąż ta sama.Chciało by się jeszcze góry poprzenosić, zawrócić bieg rzeki.tyle,że siły już się nie przekładają na zamiary.W ostatnim czasie tyle się przecież w moim życiu wydarzyło.Aż sama się dziwię skąd u mnie taka odporność na przeciwności.Chyba to jest tak,że czym więcej nieprzyjemnych sytuacji w życiu , tym większa nasza odporność.Teraz mam taki przyjemny okres wyciszenia i spokoju.Może to moje magiczne miejsce tak na mnie działa? Kto wie?I jeszcze Mazury.Tam też jestem taka spokojna.Uwielbiam ciche wieczory nad jeziorem.Tu gdzie mieszkam jest w okolicy dużo jezior.Już się nie mogę doczekać ciepłych dni na wyprawy w nieznane.A tymczasem tu i teraz- i to też masz ogromne znaczenie.Bo takich super długich wakacji w otoczeniu czystej przyrody po mazurskim niebem- długo mieć nie będę.Raz,że finanse na to nie pozwolą(chałupka pożera wszystkie dodatkowe pieniążki) a po drugie, czego szukać jak prawie tuż za ścianą las i woda?A ten mój dzisiejszy nastrój  to skutek również przeczytanej ostatnio książki Katarzyny Enerlich " Prowincja pełna gwiazd".To tam przeczytałam,że nie wystarczy mieć, być, trzeba jeszcze bardzo, bardzo chcieć.I dotyczy to wszystkich sfer życia.A uczuć w szczególności.Może zatem dlatego to moje nieudane, poprzednie małżeństwo- że za mało było nas  dla siebie samych, a za dużo życia obok.Dla dzieci, dla pracy i wielu innych jeszcze rzeczy.Mnie się udało a mężczyźnie , który był przez długi czas ważny dla mnie- nie.Stąd ucieczka w alkohol i w końcu śmiertelna choroba.I może dlatego we mnie nie było już takiego żalu za tym co było.Ale teraz wiem,ze los zawsze daje nam druga szansę i tylko od nas zależy czy ją potrafimy wykorzystać.Staram się każdego dnia.I już nie oglądam się za siebie.Nie rozpamiętuję w nieskończoność chwil minionych.Mam obok siebie człowieka, który każdego dnia utwierdza mnie w świadomości,że jestem ważna i potrzebna jak woda i chleb.

Nie ma tego złego....

Zmiana dzisiejszych planów spowodowała,że ogarnęła mnie mania przedwiosennych porządków.Z buszowania po targu staroci wyszły nici, bo na dworze od rana deszczowo i mglisto było.Za to mam swoją bufeto -ściankę.
Śnieg już prawie stopniał i teraz odkrywa się cała "bida' poziomowa.To co ma być w przyszłości moim wymarzonym ogrodem, wygląda teraz tak
W szale porządkowania odkryłam ogromny kupon materiału w kolorze mlecznej czekolady, który kiedyś tam zakupiłam, a który leżał sobie zapomniany w pudle w szafie.Materiał nadaje się świetnie na sukienki dla krzeseł, które widziałam w Dekorii .Były bardzo drogie i stwierdziłam,ze sama sobie z takimi świetnie poradzę.Od poniedziałku zatem poświęcam się maszynie do szycia.Mam jeszcze do uszycia firanki panelowe i lambrekin do pokoju Kornela.A dziś wygrzebałam na światło dzienne uszytą kiedyś poszewkę na poduszkę.Poszewka powstała z dwóch kawałków materiałów- i wyszło coś w rodzaju patchworku.

W czasie poprzednich starociowych buszowań odkryłam dwa małe świeczniki w kształcie greckich amfor.Są łączone z dwóch rodzajów materiałów: miedzi i kamienia- chyba marmuru, bo są dość ciężkie.Nadają się świetnie do długich, cienkich świeczek.Samodzielnie stoją teraz na telewizorze, bo jeszcze nie mam pomysłu na ich stałe miejsce.Jak przeglądam blogi , to nasuwa mi się jedna myśl,że w naszym kraju jest ogrom bardzo kreatywnych i zdolnych ludzi, którzy właściwie tworzą coś z niczego i na dokładkę wszystko ma artystyczny wyraz.TEZ TAK CHCĘ!Tylko czasu wciąż mało.Może w czasie wakacji odkryję w sobie jakieś ukryte dotąd talenty?Kto wie...

Jeżdżący piątek.

Dziś cały dzień poza domem .Miałam mnóstwo spraw do załatwienia.A szczególnie dał mi się we znaki Urząd Skarbowy.Zawiozłam Zeznanie do odliczenia Vatu z faktur za remont i się nasłuchałam od Jaśnie Pani Urzędniczki o ilości tychże.Matko Polko, Jak takim Paniom jest dobrze.mogą sobie narzekać na petentów do woli a ty człowieku jeszcze bądź uprzejmy, bo inaczej możesz podpaść.Przy okazji różne zakupy porobiliśmy.zachciało mi się bufeto-ścianki między aneksem a pokojem ,żeby powiększyć salonik.kupiliśmy potrzebne płyty i kawałek parapetu na blat na tąże ściankę.nawet się zdziwiłam,ze nie takie drogie.A wczoraj przybył nam nowy lokator siedliska- suka owczarka niemieckiego długowłosego: Saba.Ma 7 miesięcy i poprzedni właściciel sprzedał ją za niezbyt wygórowaną cenę, bo mu goniła i zagryzała kury i kaczki na podwórku.Jest po prostu śliczna.Filemona nie wróciła dziś na noc , bo Saba biegała po podwórku.Chyba się bała :).No cóż, wszędzie rządzi prawo buszu.

                                                       
                                                                                                               


I tak się rodzi głupota :)

Pisałam wcześniej,że chyba oszalałam.To chyba na skutek nadchodzącej wiosny.Zachciało NAM się przemeblowania mniejszych pokoi.To znaczy właściwie zamiany.Kornela pokoju z naszą sypialnią.Niestety korekty wymaga malowanie ścian, bo po ogrzewaniu kominkowym trochę się przykurzyło i na przyszły tydzień czeka nas "szurum, burum".A zarzekałam się,ze koniec, finito i nic nie będę ulepszać.I masz babo placek- znaczy się zakasuj rękawy i maluj.Dobrze,ze pomoc jest.Hi, hi- będę dyrygować z wysokości podłogi.Ale sprzątanie PO, mnie nie ominie- NIESTETY!!!A tak jakby a"propos mam w ogrodzie przebiśniegi :).Wiosna idzie na całego.

Oszalałam?

Wybrałam się dzisiaj na giełdę staroci.Właściwie bez celu.Kupiłam trzy ogromne donice z ceramiki w kolorze terakoty z białymi przecierkami.zakup niekontrolowany ale za grosze dosłownie.Za całość tylko 25 zł.Ale to był ostatni raz jak pojechałam tam z Andrzejem.Wkurza mnie gdy chodzi za mną i marudzi-"A po co ci to?", "Gdzie to postawisz" itp.Ale jak on wpada w zachwyt nad jakąś kosiarką do trawy to ja mam ten zachwyt podzielać.NIGDY W ŻYCIU! Chociaż wiem,że kosiarka będzie potrzebna przy tak planowanym dużym trawniku.Ale donice są cudne:).Będą stały na tarasie, którego nota bene jeszcze nie ma, natomiast jest miejsce wytyczone palikami i zasypane gruzem do utwardzenia gdzie ma on być.Więc to ja muszę myśleć co potem , żeby było przyjemnie i ładnie.Ale mam w nosie jego gadanie.Następnym razem pojadę sama.Już widzę miny moich córek na moje prace i zapędy ogrodnicze.Tak się śmiały kiedy sadziłam i siałam coś na balkonie w starym domu.A potem były piski i zachwyty jak już coś rosło.Musze donice wydobyć z bagażnika i neomieszkam jich tutaj zamieścić:).A teraz idę piec ciasto.